Skrzypiące zawiasy

Jak jestem w Polsce to po podkręcam pojecie „siedzieć w domu” do pełnych obrotów. A to oznacza, pisanie, czytanie, oglądanie seriali, siedzenie przy kominku i głaskanie kota, lub babski wieczór z sąsiadkami. 

Podzieliłam się tą idylliczną wizją ze znajomą i usłyszałam, że ona nie lubi siedzieć w domu, bo tam „jest zawsze coś do zrobienia”. W pracy odchaczasz codziennie kolejne spotkania, dokumenty czy godziny i sprawa załatwiona. Natomiast jak wchodzisz do domu, od razu dopada Cię świadomość ile jeszcze ten dom wymaga od ciebie pracy. Zawsze jest jakiś zakamarek do posprzątania, jakiś skrzypiący zawias, albo gdzieś, pod którymś z mebli czai się złowieszczy kłąb kurzu.

Nikogo nie nabiorę, że u mnie w domu się nie brudzi. Oczywiście, że muszę ogarnąć sytuację porządkowo – organizacynją, bo czytanie czy pisanie w warunkach niekorzystnych dla form życia, to nie mój sposób na twórczość.

Nie będę też wspominać o tym, że jeżeli ktoś z Tobą mieszka, to ma swój udział w obowiązkach. Na ten temat napisano już terrabajty tekstów.

Kiedyś postanowiłam, że u siebie w domu będę się dobrze czuć, będę nabierać energii i siły. Pozbyłam się wielu rzeczy, których po prostu nie lubiłam, powyrzucałam stare lub zepsute sprzęty i od razu zrobiło się lepiej. Potem, polubiłam skrzypiące zawiasy, bo to w końcu moje kochane zawiasy, i skrzypią gdyż są potrzebne.

Dodaj komentarz